iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

błogi czas wakacji!!! c.d.

Eh, jak to miło tak sobie powspominać... Od razu człowiek nabiera ochoty na jakiś sympatyczny wyjazd, oderwanie od codzienności, szarości...

Na wakacjach dni upływały spokojnie, można by nawet powiedzieć, ze leniwie. W pierwszych dniach pobytu postawiliśmy typowo na odpoczynek, opalanie, kąpiele, ale w kolejnych trochę też pozwiedzaliśmy, w końcu żal by było przez 2 tygodnie leżeć z tyłkiem na leżaku i nic nie zobaczyć :-)

 

poniżej stare mury w mieście Rodos

Widoki często zapierały nam dech w piersi. Najbardziej niesamowitą rzeczą dla mnie była pogoda - codziennie tak samo ciepło, codziennie piękne słońce - w ciągu 15 dni zobaczyłam naszego pobytu na wyspie zobaczyliśmy raz białe obłoczki na błękitnym niebie (nie licząc przelotu).

Udało nam się też spotkać jaszczurki (dobrze że nie spotkaliśmy niczego co mogło by nam zagrażać ;-))

Niestety wszystko co piękne szybko się kończy - nasze wakacje - wspaniałe wakacje też dobiegły końca - swoją drogą jak tak teraz wspominam to już nie mogę się doczekać tegorocznych wakacji :-) będą w kraju to pewne :-)

Ale miło jest powspominać to co już się przeżyło.

Na koniec wspomnień jeszcze widok z samolotu

Komentarze (0)
błogi czas wakacji!!!

Dzień jak co dzień, a jednak było inaczej... Wstałam jak zwykle rano do pracy, w głowie tylko jedna myśl - jak wrócę z pracy, sprawdzę stan walizek i oficjalnie będę na urlopie :-D   Już od rana nie mogłam się doczekać do wieczora.

Wyjeżdżaliśmy około północy, a może przed 1 w nocy (już dokładnie nie pamiętam). Nocna podróż na warszawskie Okęcie, prawie 3 godziny oczekiwania na odprawę, na wylot, na upragnione wczasy!!!

Myśl o gorącym słońcu, cieplutkiej i czystej wodzie w morzu, innym klimacie i błogim odpoczynku przyprawiał mnie o dreszczyk emocji.

Na wakacje wybraliśmy się z parą przyjaciół i ich niespełna rocznym synkiem. 15 dni w słonecznej Grecji, na pięknej wyspie Rodos.

 

 

 

to tylko cząsteczka tego co dane nam było zobaczyć - te urokliwe zakątki, zatoczki pozostają na bardzo długo w pamięci!!!

Komentarze (0)
Czas się pozbierać

Stało się!! Nie jestem w stanie nic zmienić. Są rzeczy i sytuacje w naszym życiu, na które nijak nie mamy wpływu!! Wierzę w to, ze każdy gdzieś tam ma zapisaną swoją własną drogę przez życie - to co ma nas spotkać jest nieuniknione!!

Nie było mi łatwo po tych wszystkich wydarzeniach - przez tydzień nie mogłam się zmobilizować i wyjść z łóżka, ale kiedyś w końcu trzeba to zrobić - trzeba wstać i zmierzyć się z życiem, z przyszłością, z wszystkimi ludźmi, którzy wtedy jakoś inaczej na mnie patrzeli...

Podniosłam się po tym upadku, wstałam i żyłam dalej - tak jakby nic się nie wydarzyło, chciałam żeby głowa zapomniała, bo serce i tak do końca będzie pamiętało!!

Wróciłam do pracy, do starych zajęć, obowiązków, do moich znajomych, przyjaciół. 

Skupiłam całą moją uwagę, na siostrzenicy, która była jeszcze w brzuchu, ale niebawem miała się pojawić na świecie, zajęłam się planowaniem wakacji...

Życie toczyło się dalej, więc musiała żyć dalej... I żyłam!!

Planowanie wakacji było moją odskocznią, teraz czekałam na nasz upragniony wyjazd, odpoczynek, zmianę klimatu!!!

Miałam też ambitny plan, żeby przed wakacjami zgubić kilka kilogramów ;-) Dieta nie była żadna drastyczna, ale bardzo skuteczna, przed wakacjami straciłam 10 kg :-) szkoda że teraz nie mam takiej silnej woli i samozaparcia!!

Wakacje były już zaplanowane... Co to były za wakacje!!!

 

Komentarze (0)
Bańka mydlana pękła... :-(

Była wielka radość i jeszcze większy strach!! Kilka dni po wizycie u lekarza pojawił się silny ból brzucha (zapewnienia tych co ciąże przeszły, że to normalne i tabletki rozkurczowe pomogą!!) Wzięłam tabletkę, ale bez efektu, brzuch nadal bolał... Obawy były coraz większe. Nie chciałam dopuścić do siebie czarnych myśli, które zaczęły się pojawiać!!

Następnego dnia, niestety nie było lepiej, ból brzucha nadal był i niestety pojawiło się też dosłownie kilka kropli krwi - wiedziałam już... Nie umiałam pohamować łez!!

Telefon do lekarza, przyjął mnie poza kolejnością - niestety nie miał dla mnie dobrych wiadomości - PORONIŁAM - straciłam moje dzieciątka.

Te dni będę pamiętała chyba do końca życia...

 

LIST  OD  ANIOŁKA:

 

"Kochana mamo,

wiem, że mnie nie widzisz, nie słyszysz i nie możesz dotknąć. Ale ja jestem...istnieję ...w Twoim życiu, snach, Twoim sercu...Istnieję. Kidy byłem tam na dole ,w Twoim ciepłym brzuchu godzinami zastanawiałem się, jak to będzie kiedy będę już przy Tobie, w tym miejscu o którym powiadałaś
gładząc się po brzuchu wieczorami kiedy chyba nie mogłaś zasnąć. Ja wsłuchany w Twoje opowieści i kojący głos chłonąłem każde słowo ,każdą informację, a potem cichutko, że by Cię nie obudzić, kiedy wreszcie zasypiałaś...marzyłem. Wyobrażałem sobie te wszystkie cudowne
miejsca i Ciebie ,jak wyglądasz...
Patrzyłem na swoje dziwne nóżki i rączki u których nie wiem czemu było po dziesięć palców i zastanawiałem się czy jestem do Ciebie podobny.
Chyba nie – myślałem – bo Ty pewnie jesteś piękna, a ja taki dziwny.. pomarszczony...no i
po co mi te dziesięć palców?
A potem się wszystko jednego dnia zmieniło.
Płakałaś głośno głaszcząc brzuch i już nie było opowieści. "To nie może być prawda" -mówiłaś godzinami. Słuchałem teraz jak płaczesz, krzyczysz,
prosisz i błagasz.. A ja nie wiedziałem o co i dlaczego?
Chciałem Cię bardzo pocieszyć więc wywracałem fikołki, żebyś poczuła, że ja tu jestem i Cię kocham. Ale wtedy ty płakałaś jeszcze bardziej.
A potem nadszedł tez straszny dzień. Zobaczyłem, że ktoś świeci mi po oczach, straszne światło wpadło w głąb Ciebie. I nagłe wszystko zrobiło się
czarne. A mnie coś wyciągnęło. I zrobiło się cicho. Ktoś trzymał mnie na rękach, ale to nie byłaś Ty. A potem usnąłem i kiedy otworzyłem oczy, wszystko
wokoło mnie zalewał błękit we wszystkich odcieniach. Byłem ten sam, mały pomarszczony, z
dziesięcioma palcami u rąk. Ale Ciebie nigdzie nie było. Obok mnie siedział mały rudy chłopczyk. Witaj – powiedział i uśmiechnął się do mnie.
Gdzie moja mama? - zapytałem. On wtedy opowiedział mi wszystko. Że nie każde
dziecko trafia do swoich rodziców. Że to nie ma związku z tym jak bardzo mnie chcieli i kochali, że teraz tu jest moje miejsce, pośród innych małych Aniołków. Że będzie mi teraz Ciebie Mamo, brakowało, ale musimy oboje nauczyć się żyć
bez siebie. I musiałem nauczyć się tak żyć. Nie, nie było mi łatwo.
Płakałem tak jak Ty. I cierpiałem tak jak Ty.
Ale jest mi tu naprawdę dobrze. Mam tu wielu przyjaciół, wiele zabawy i radości. Ale nie szalejemy całymi dniami na łące, mamo. Pomagamy
starszym ludziom przeprowadzić ich na spotkanie tu w niebie. Znajdujemy ich rodziny, mężów, dzieci, żeby mogli się spotkać tu w niebie. Możesz być ze
mnie dumna, mamo. Jestem grzecznym Aniołkiem, naprawdę. No...czasami tylko robimy sobie
psikusy i troszkę rozrabiamy..
Wiesz kiedy się tu znalazłem jeden Aniołek ,mój Przyjaciel wytłumaczył mi że nie mogę się skontaktować z Tobą osobiście. Czasem tylko wolno mi pojawić się w Twoich snach ...nic więcej.
Ostatnio jednak zacząłem się robić przeźroczysty. I skrzydełka mi nie działają tak jak kiedyś. Mój Przyjaciel popatrzył na mnie smutny i...zabrał
mnie na ziemię. Usiedliśmy na białym krzyżu i nagle Cię zobaczyłem. Wiedziałem że to Ty. Poznałem Twój głos. Stałaś tam w deszczu i płakałaś.  Powtarzałaś ze bardzo cierpisz...tęsknisz... Przyjaciel popatrzył na moje skrzydełka i
powiedział że musimy coś z tym zrobić, bo nie możesz tak dalej cierpieć. Musisz żyć, bo
wobec Ciebie jest jeszcze wiele planów. Bo są gdzieś dzieci którym musisz pomóc przejść przez życie i otoczyć je miłością tak wielką, jak tą która
powoduje teraz Twój wielki ból. Więc piszę,  mamo ten list. Pierwszy i ostatni.
Musisz wziąć się w garść, uśmiechać ,żyć. Ja Cię bardzo mocno kocham i wiem że to z mojego powodu płaczesz ale tak nie można. Każda Twoja łza powoduje, że moje skrzydełka znikają. Kiedy Ty się poddasz, ja też zniknę. Tu na górze
istnieję dzięki tobie i Twoim myślom o mnie. Ale tylko tym dobrym myślom. Mamo uśmiechaj się częściej. Każdy Twój uśmiech to dla mnie radosna
chwila. Dzięki Tobie mogę jeszcze zrobić tyle dobrego.
Proszę, mamo, żyj dalej. Nie jesteś sama ...pamiętaj o tym. Nie smuć się bo smutek powoduje, że znikam. Pamiętaj, że ja jestem cały czas przy tobie.
Kocham Cię mamo..."

 

MOJE ANIOŁKI NA ZAWSZE ZOSTANĄ ZE MNĄ!!!  [*]  [*]

Komentarze (0)
Marzenia jak bańki mydlane... c.d.

... a może ten test się jednak myli... chyba lepiej się upewnić i zrobić jeszcze jeden.  Kupiłam kolejny test i ... wynik taki sam - znowu II krechy - to chyba prawdziwy CUD - najpiękniejsze chwile!!

Skoro i jeden i drugi test pokazał taki sam wynik nie ma na co czekać - czas na wizytę u ginekologa :-)

Umówiłam się na wizytę i z niecierpliwością na nią czekałam :-) Po raz pierwszy w życiu tak się cieszyłam z wizyty u lekarza!!

W dniu wizyty powiedziałam najbliższym koleżankom z pracy o moich pozytywnych testach i o zaplanowanej wizycie u lekarza.

W końcu się doczekałam - pełna obaw, niepewności i nadziei siedziałam w poczekalni... W końcu moja kolej. Wchodzę!!!

Krótka rozmowa z lekarzem i badanie - chwila niepewności - i słyszę: "Faktycznie jest Pani w ciąży" - ulga, radość, łzy...

Lekarz dalej przeprowadza badanie, wpatruje się w monitor i nagle mówi do mnie - "a co my tu mamy - jeszcze jeden pęcherzyk ciążowy!!" Co takiego, aż się podniosłam na tej kozetce!! Spojrzałam na lekarza i ze zdziwieniem mówie: "tylko niech mi Pan nie mówi, że tam jest 5 takich pęcherzyków!!", lekarz się zaśmiał i zaprzeczył - były tylko 2 - BLIŹNIAKI!!

W drodze od lekarza do domu myślałam tylko o jednym - jestem w ciąży - będą bliźniaki - tego nie przewidziałam!! Więc radość była już podwójna.

Mój mąż jak się o tym dowiedział mało nie pękł z dumy :-)

Teraz już nie wytrzymałam i musiałam się pochwalić moim szczęściem!!

Komentarze (0)
Marzenia jak bańki mydlane...

Wiem już co jest nie tak, wiem co z tym robić, a ciągle czuję się jakbym nic nie wiedziała...  Nadal trwam w takiej bezradności, w niemocy. Niby wydawało mi się że znam siebie, swój organizm, możliwości - a tak na prawdę jestem całkowicie bezradna i nie mogę nad niczym zapanować.

Widać życie ma dla nas wiele niespodzianek - niekoniecznie przyjemnych!!

Trzeba wziąć się w garść i zawalczyć o swoje marzenia. Taki przynajmniej mam plan :-)

Po kilku długich miesiącach leczenia znowu wylądowałam na badaniach w szpitalu - taka kontrola postępów. No i tu kolejne rozczarowanie - wyniki są gorsze niż poprzednio!! Jak to możliwe?? Sumiennie przyjmowałam wszystkie leki (często czułam się po nich fatalnie - ale podobno cel uświęca środki). To jakiś gorzki żart!!

Wyszłam ze szpitala z silniejszymi dawkami leków - czułam się po nich jeszcze gorzej - żeby nie powiedzieć że wręcz tragicznie...

Były kryzysy, załamania, chęć odpuszczenia sobie...ale jednak trwałam w tym wszystkim.

Pomimo brania leków znowu coś było nie tak. Zanik @ i wiedziałam, że historia zatoczyła koło i wróciłam do punktu wyjścia.

Kupiłam test - chyba bardziej z przyzwyczajenia niż z jakiejkolwiek wiary - stwierdziłam, że zanim wybiorę się do lekarza sprawdzę czy to przypadkiem nie ciąża.

Zwykły poranek przed pracą, jak zwykle miałam za mało czasu - szybko zrobiłam test i zajęłam się zwykłymi codziennymi sprawami przed pracą. Mimochodem rzuciłam okiem na test - i co?!?! - widzę II krechy!!!

Nie wierzyłam w to co widzę - nie pamiętam nawet drogi do pracy - takie emocje!! W pracy też było ciężko bo jeszcze nie chciałam nikomu mówić, a jednocześnie wykrzyczałabym to całemu światu...

Komentarze (0)
A teraz czas przyspieszyć

Byliśmy już 2 lata po ślubie, ja właśnie kończyłam studia no więc pomyśleliśmy, że czas na dzidziusia :-)

Rozpoczęły się krótkie przygotowania, a zaraz za nimi starania ruszyły pełną parą ;-)

W międzyczasie przygotowywałam się do obrony pracy magisterskiej - ale to była dla mnie tylko formalność - szybko, łatwo i przyjemnie poszło mi pisanie pracy, więc obroną specjalnie się nie przejęłam :-)

Na dobre starania o dziecko rozpoczęliśmy w maju 2006r. Na początku lipca obroniłam magistra :-) w sierpniu wyjechaliśmy razem z przyjaciółmi na dwutygodniowe wakacje do Zakopanego.

Sierpień był też dla mnie miesiącem niepewności i nadziei.

W lipcu była moja ostatnia @ w sierpniu czekałam, czekałam, czekałam... i się nie doczekałam!!

Pomyślałam, że moze to już, ale odpuściłam sobie testy, w końcu wakacje i te sprawy...

Sierpień się skończył, nic się nie wydarzyło, zaczął się wrzesień i pomyślałam, ze może już czas na test :-)  wprost nie mogłam się doczekać - ale ku mojemu zaskoczeniu była tylko jedna krecha!!

No cóż, pomyślałam, że albo jest za wcześnie na test, albo się nie udało, ale w takim razie gdzie podziała się @???

I tak na rozmyślaniu upłynął mi wrzesień (oczywiście nie na samym rozmyślaniu w końcu też pracowałam), rozpoczął się październik, nadal nic się nie wydarzyło, więc kupiłam kolejny test - i...znowu jedna krecha. Wkurzyłam się już całkiem konkretnie!!

Zarejestrowałam się do mojego lekarza - w końcu trzeba sprawdzić o co tu chodzi?!?! Termin był dopiero na początek listopada, więc wszystko się nieznośnie przedłużało. Wreszcie był listopad, wizyta, badania, skierowania, rozmowy. No i ginekolog rozłożył bezradnie ręce, stwierdził, że on nie jest w stanie mi pomóc i dostałam skierowanie do endokrynologa.

Czułam, jak moje plany i marzenia o dziecku odsuwają się w czasie... Ale nic nie mogłam na to poradzić.

W grudniu odwiedziłam poleconego endokrynologa, po krótkiej wizycie stwierdził, że najwięcej się o mnie dowie jak położy mnie na kilka dni w szpitalu i podda mnie szczegółowym badaniom :-/ eh, jak ja nie lubię szpitali, ale nie miałam wyjścia...

Zadzwoniłam żeby umówić się na przyjęcie do szpitala - termin wyznaczony na początek lutego (@ nadal nie było - o zgrozo!!).

W szpitalu spędziłam 4 dni - tylu badań co w ciągu tych kilku dni nie miałam przez całe swoje życie :-/  ale skoro trzeba to trzeba i już.

W końcu były jakieś konkrety, diagnoza - PCO i hiperprolaktynemia (cokolwiek to wtedy oznaczało!!).

Komentarze (0)
...może teraz dokończę...

Dobrze, może w końcu dokończę temat ślubu - definitywnie :-)

Po wizycie w Krakowie i Wieliczce, wstępnym "zaklepaniu" terminu wróciliśmy do domu i resztę formalności załatwialiśmy już tylko telefonicznie i mailami.

W ten sposób kontaktowaliśmy się z kierowniczką z Kopalni, księdzem, który miał udzielić nam ślubu, rezerwacja pokoi w Pensjonacie, tak też dokonałam rezerwacji stolików w jednej z restauracji przy Krakowskim rynku, gdzie miał się odbyć uroczysty obiad po ślubie :-)

Wszystko układało się nadzwyczaj bezproblemowo.

Sukienką już zajmowała się krawcowa, garnitur kupiony wisiał w szafie, wielkimi krokami zbliżał się magiczny dzień :-)

Ostateczne zakończenie formalności miało nastąpić w piatek, w przeddzień ślubu. Wyjechaliśmy w czwartek w nocy (odległość między Grudziądzem gdzie mieszkamy,a Krakowem to ponad 400km), jechaliśmy najpierw pociągiem do Torunia, a później nocnym autobusem. Do Krakowa jechaliśmy razem z parą naszych przyjaciół, którzy byli naszymi świadkami :-) Wyglądaliśmy dość dziwnie - faceci z garniturami w pokrowcach, dziewczyny z sukniami :-)  he he - nie znam innej panny młodej, która przejechała autobusem przez cała Polskę ze swoją sukienką :-)

Muszę powiedzieć, że podróż była bardzo wesoła, pomimo tego że było zimno, bo był początek marca :-)

Na miejscu w Krakowie byliśmy po 6 rano, niedospani i trochę wymęczeni. Walizki zostawiliśmy u kolegi, który tam mieszka, poszliśmy do baru mlecznego na śniadanko i zabralismy sie za nasze sprawy :-)

Największe zdziwienie było, jak w piątek poszłam zamówić bukiet ślubny - na sobotę - Pani w kwiaciarni złapała się za głowę i nie mogła uwierzyć że ma zrobić bukiet tak po prostu z dnia na dzień :-) ale dała radę :-)

Z fryzjerką też umówiłam się dopiero dzień przed ślubem :-) na szczęście początek marca to nie sezon ślubny, karnawału też już nie było, więc na szczęście z tym też nie było specjalnego problemu, jedynie kosmetyczki nie udało mi się znaleźć, ale moja kochana świadkowa poradziła sobie doskonale z makijażem ;-)

W sobotę rano dojechała garstka osób z rodziny - było nas w sumie 13 osób - oczywiście szczęśliwa "13" :-)

Ślub był na godzinę 17, już samo nasze pojawienie się w Kopalni Soli w Wieliczce wzbudziło duże zainteresowanie :-)  widać nie często turyści mają takie dodatkowe atrakcję w postaci pary młodej ;-)

Zjechaliśmy windą pod ziemię, doszliśmy do Kaplicy i... musieliśmy troszkę zaczekać ponieważ dwie wycieczki kończyły zwiedzanie :-)

Przy okazji zebraliśmy trochę życzeń i gratulacji, no i posypało się kilka fotek :-)

droga do kaplicy

Powyżej widać naszą drogę do Kaplicy :-)

a Poniżej już jesteśmy po zaślubieniu ;-)

Komentarze (1)
Kolejny rok za nami, a przed nami...

Właśnie tak jak w temacie - kolejny rok za nami, a przed nami...reszta życie.  W piątek świętowaliśmy rocznicę ślubu 6 i 5 (w sumie mogłabym powiedzieć że 11 ;-) )

I było całkiem miło i romantycznie....

kwiaty

 

wino

 

Ciągle nie mogę uwierzyć, że już tyle lat za nami :-)

Miło było spędzić sobie tak wieczór, za to dziś już wcześnie rano znowu jestem bez męża i to na cały tydzień (jeśli nie na dłużej). Niestety taka praca - widać takie weekendowe z nas małżeństwo :-)

Nie jestem zwolenniczką pracy w delegacji, ale są też tego plusy - mamy za mało czasu żeby się kłócić  :-)

 

 

Komentarze (0)
I znowu trochę zamieszam :-)

Tak sobie piszę i przeplatam życie zawodowe z życiem prywatnym :-)

Więc znowu troszeczkę się cofnę w czasie :-)

 

Krótko po ślubie cywilny zaczęliśmy planować ślub kościelny :-) i wtedy wszystko wróciło...cała magia Krakowa i Kopalni w Wieliczce...  No cóż postanowiliśmy odwiedzić ponownie te miejsca i zorientować się jak w praktyce wygląda załatwienie takiego ślubu :-)

 

Krótki pobyt w Krakowie z wizytami w Wieliczce, kilka rozmów z Panią kierownik, wymiana telefonów i adresów maila. I wróciliśmy do domu, pełni nadziei, że uda nam się wszystko zorganizować :-)

I tak po powrocie zaczęły się telefony, maile i pomysły - co i jak zorganizować - jedno było pewne - nie chcemy wesela...

 

Wybraliśmy datę - dokładnie taka sama jak ślub cywilny, tylko równo rok później :-)

 

Komentarze (1)
1 | 2 |
Najnowsze wpisy
2010-04-06 16:27 błogi czas wakacji!!! c.d.
2010-04-06 09:50 błogi czas wakacji!!!
2010-04-01 09:36 Czas się pozbierać
2010-03-27 20:00 Bańka mydlana pękła... :-(
2010-03-27 10:30 Marzenia jak bańki mydlane... c.d.
Najnowsze komentarze
2010-03-15 22:09
monika26sz:
...może teraz dokończę...
Ślicznie razem wyglądacie :)
2010-03-04 13:01
oaza09:
A w między czasie
no nie, szok normalnie!!! Nawet daruję sobie komentarz, bo przecież brak słów...
2010-03-03 19:04
willow81:
A w między czasie
Cóż za brak profesjonalizmu ze strony zakładu fotograficznego!!!
Kategorie
Ogólne
Archiwum
Rok 2010